Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy internet "szedł" po zwykłym łączu telefonicznym? Kiedy chciało się obejrzeć jakąś stronę, albo wysłać maila, a nikt nie mógł się do nas dodzwonić, bo w słuchawce rozlegało się specyficzne brzęczenie. Przypominacie sobie początki telefonii komórkowej i te rozpaczliwe wędrówki w poszukiwaniu zasięgu?A dziś? Na każdym kroku wychodzą nam naprzeciw ułatwienia i usprawnienia codziennego życia. W sklepach mamy bogatą ofertę gotowych dań pozwalających zaoszczędzić czas spędzony w kuchni. Urządzenia domowe potrafią skutecznie pomóc nam skrócić wykonywanie codziennych obowiązków, albo wręcz nas w nich wyręczyć. Możemy więc bez trudu skorzystać z bogatej oferty towarów, usług i rozrywek dostępnych w zasadzie "od ręki", często nawet bez wychodzenia z domu. Zresztą, dotarcie do wybranej lokalizacji też nie zajmuje już tyle czasu, co kiedyś. Samochody, autobusy, pociągi. Wszystko wokół nas staje się coraz szybsze, nie mówiąc już o sposobach komunikacji. Choćby wspomniany na początku internet przyspieszył zdecydowanie, stając się wymownym symbolem całego otaczającego nas świata. Świata, którego tak naprawdę jesteśmy częścią, a który mknie z coraz większą prędkością, tylko w zasadzie... nie wiadomo dokąd.
Ale nie czas i miejsce tutaj na filozoficzne dywagacje i katastroficzne wizje. Osobiście zdecydowanie wolę działać, niż narzekać i z radością obserwuję jak styl slow life zatacza coraz szersze kręgi, zdobywając coraz więcej zwolenników. Zwalniając tempo życia, uwalniają od presji szaleńczego wyścigu kolejne jego sfery. Slow food, slow fashion, slow cosmetics, slow waste,... powodują, że zaczynamy zamieniać ilość na jakość w naszych lodówkach, szafach, łazienkach, a nawet koszach na śmieci. A czy życie rodzinne też można uczynić bardziej slow?
Temat ten podjęła w swojej książce Bernadette Noll. "Rodzina slow" to jednak nie psychologiczny traktat skupiający się na problemie świadomego przeżywania relacji z bliskimi. Nie jest to też poradnik, który krok po kroku poprowadziłby nas ku pogłębianiu więzi rodzinnych. Nie zawiera gotowego planu terapeutycznego, żadnych zadań czy ćwiczeń do wykonywania. Myślę, że taka forma nie byłaby po prostu w duchu slow life. Zakłada on postępowanie nie pod wpływem mody czy utartych schematów, a raczej według głęboko uświadomionych sobie własnych potrzeb. Chodzi o to, by każdy dostosował swoje wybory do siebie, a nie obowiązujących trendów.
Dlatego autorka przekazuje porady dotyczące funkcjonowania rodziny w formie kilkudziesięciu przykładów, pomysłów na wspólne spędzanie czasu, zwyczaje i zasady regulujące życie domowników. Sama porównuje je do przepisów kulinarnych, które wcale nie muszą stanowić nieprzekraczalnych receptur, lecz dla wielu być po prostu inspiracją do tworzenia własnych niepowtarzalnych potraw. Bernadette przedstawia stosowane przez nią lub jej przyjaciół sposoby na pogłębienie relacji rodzinnych, dając czytelnikowi wolność wyboru tych, które najlepiej odpowiadają stylowi życia jego rodziny i pasują do charakterów jej członków. Ma też świadomość, że wiele z tych rzeczy możemy już jakby intuicyjnie praktykować w swoich domach tylko w innej formie. I to jest niewątpliwie ogromny atut tej książki.
Kiedy się ją czyta, nie ma się wyrażenia uczestnictwa w jakiejś terapii albo w wykładzie jakiegoś autorytetu z dziedziny psychologii rodziny. Czuje się raczej atmosferę pogaduszek przy dobrej kawie z przyjaciółką, która szczerze chce nam pomóc. Mówi: "zobacz, my robimy tak i tak, by w naszym domu było lepiej, a Ty, jaki masz na to pomysł?"
Bo nie chodzi tu o to, żeby zmieniać się według ściśle określonych wzorców, ale żeby być bardziej sobą. Być wolnym!
Asia
Komentarze
Prześlij komentarz